Steven Spielberg nie wykorzystuje sztucznej inteligencji jako swojego partnera kreatywnego. Nie teraz. Być może nigdy.

Nagrał podcast IMO z Michelle Obamą i Craigiem Robinsonem, aby jasno określić swoje granice. Hollywood ma obsesję na punkcie nowych technologii. A co ze Spielbergiem? Nie chce mieć z nimi do czynienia w kwestiach decyzji artystycznych.

Legendarny reżyser nakręcił w 2001 roku film „Sztuczna inteligencja”. Rozumie temat. Ale zrozumienie tematu nie oznacza, że ​​podoba mu się to, co sztuczna inteligencja robi dziś z kinem.

Korzyści widzi w innych obszarach. Znaleźć lekarstwo na tę chorobę? Do przodu. Pozwól maszynom przetwarzać dane na potrzeby decyzji medycznych. Ale nie wpuszczaj robota do pokoju scenarzystów.

„Nie wierzę, że istnieje jakikolwiek substytut duszy”.

To jest jego główna zasada.

Nie popiera idei świadomości maszynowej. Dla niego pomysł, że komputer może wydawać się silniejszy od człowieka, jest nie do przyjęcia. To jest sprzeczne z jego wychowaniem. To jest sprzeczne z jego zawodem.

Niepokoi go puste krzesło przy stole konferencyjnym. Jeśli AI zacznie ustalać pozycję zgodnie ze scenariuszem, ludzkość w pracy zginie. Spielberg kategorycznie się temu sprzeciwia. Nie pozwoli, aby algorytm dyktował bicie serca jego filmów.

Nie jest on jednak luddytą (technofobem).

W wieku 79 lat przyznaje, że technologia może zająć się rutynową pracą. Znajdowanie lokalizacji, przenoszenie plików, oszczędność wysiłku fizycznego – jest gotowy to zaakceptować.

Ale dialog? Kąty kamery? Scenografia? Nie.

Zupełnie jak młotek w skrzynce z narzędziami scenografa. I nawet w tym przypadku ostatnie słowo musi pozostać przy osobie.

Nie używaj sztucznej inteligencji jako ostatecznego autorytetu. To jest granica. Przekroczenie jej oznacza utratę sztuki.

Co czyni go tak atrakcyjnym? Co napędza życie? Algorytmy tego nie wiedzą.

Potem w pokoju jest kolejny słoń. Kosmici.

Spielberg wierzy, że tu są. Już teraz. Uważa, że ​​statystycznie niemożliwe jest, aby życie nie istniało w ciemnościach kosmosu.

Jego nadchodzący hit kinowy „Dzień ujawnienia” wykorzystuje ten strach. A gdybyśmy to udowodnili? Pobiegniemy? Wycie?

„Nie wiem więcej niż ktokolwiek z was” – powiedział Seanowi Fennessy’emu. – Ale mam bardzo mocne podejrzenia.

To samo powiedział na SXSW na początku tego roku. Nie jesteśmy sami. Film odzwierciedla jego wewnętrzne uczucia. Podejrzenia, które stają się historią.

Wróćmy do samochodów. Nie chce wygłaszać kazań. Lubi AI w medycynie, logistyce, laboratoriach.

Nienawidzi, gdy zastępuje artystę. Ludzka iskra. Niechlujny, nieprzewidywalny geniusz, który rodzi się z życia.

Rysuje linię na ziemi. Kontrola kreatywna pozostaje z nami. Odpoczynek? Reszta jest otwarta do użytku.

Czy branża posłucha? A może krzesła po prostu pozostaną puste?